Zagłada albo zmiana paradygmatu rozwoju

Wprowadzenie

Z dawien dawna ludzie dążyli do poprawy jakości życia na Ziemi. Dążenie to w znaczącym stopniu warunkowała natura z całym swoim bogactwem przyrody i klimatu. Kumulujące się w społeczeństwach doświadczenie techniczne i wiedza, uzbrojone coraz większymi możliwościami technologicznymi doprowadziło do sytuacji, w której kolejne pokolenia mogły już podejmować decyzję i działania wykraczające poza możliwości poznawcze pojedynczego człowieka. Niejednokrotnie przekroczone zostały również
możliwości naprawcze osoby dysponującej określonymi środkami i metodami technicznymi.
Sens dalszego rozwoju zwiększał rangę nauki i działalności gospodarczej wykorzystującej nowe osiągnięcia. Ten napędzający się mechanizm w coraz mniejszym stopniu mógł już być weryfikowany, przez mądrość i odpowiedzialność jednostki. Zakłócenie harmonii ze środowiskiem naturalnym wpisane też zostało w fundamenty ustrojów i systemów politycznych, które z przyjmowaną oczywistością przysparzania największych korzyści najsilniejszym wzmacniały powstałe tendencje. Godność osoby człowieka i jego wymiar duchowy systemowo spychano poza margines nauki i rugowano z praktycznej działalności technicznej.
Strumień korzyści płynący z takiej formy rozwoju wytłumił potrzebę naturalnej ostrożności, szacunku do otaczającego świata i pragnienie życia w pełnej harmonii z przyrodą. W efekcie nauka została zawłaszczona przez ludzi świeckich, a biznes często stawał się domeną spryciarzy nie zważających na dobro wspólne. W tak dokonywany rozwój wpisuje się również technika jądrowa z bombami i wielkimi elektrowniami, genetyka i przeróżne inne dziedziny działalności współczesnych naukowców. Eksperymenty tworzone przez korporacje najemnych pracowników i ludzi chcących panować nad światem, szalone pomysły egocentryków i swoboda rynkowa powodują dalszy ciąg tego rozwoju. Coraz częściej zaczynają powstawać awarie, sytuacje kryzysowe i różne uszkodzenia maszyn i urządzeń. Oczywiście jest to prostą konsekwencją ilości stosowanych rozwiązań. Niestety coraz mniejsza ilość osób jest w stanie zapanować nad procesem narastania tych strat. Ponoszone szkody w większym stopniu zyskują też wymiar społeczny i ponadczasowy. Odpowiedzialność za rzeczywiste działania gospodarcze biznesu przypisuje się enigmatycznej kategorii określanej mianem „człowiek”, kategorii odpersonalizowanej, bez imienia bez nazwiska. Taki człowiek jest już oswojony z własną bezwolnością i bezradnością wobec przerastających go zmian i procesów. Jest to, można powiedzieć, zwielokrotniona, choć odpersonifikowana jednostka, nierozerwalnie złączona z tworem społecznym własnego prześladowcy. Człowiek w takim ujęciu daleki jest od przejmowania się innymi, a co dopiero wieloma istnieniami ludzkimi i konsekwencjami wpływającymi na ich dalszy byt. W tak zaakceptowanym rozwoju, kiedy to skuteczność pomnażania działań staje się głównym motorem postępu, następuje śmiertelnie niebezpieczne rozerwanie owych działań z możliwościami naprawczymi, które potencjalnie w każdym przypadku są konieczne. Wobec przebiegających procesów industrializacyjnych i niestety zbyt służebnej względem nich roli nauki, w świadomości pojedynczych osób, niejako skazanych na uczestnictwo i współtworzenie, zaczyna brakować wystarczająco silnego, drugiego, w tych warunkach koniecznego i niejako wtórnego, instynktu życia. Instynktu – życia społecznego. W jakimś stopniu ten fakt można tłumaczyć ewolucyjnym rozwojem świadomości i nieustannym wzmacnianiem zachowań z podejmowanym ryzykiem. Przy czym zasięg ryzyka i skutki jego oddziaływania wciąż wzrastają. To dla nauki przecież znamienne jest zastąpienie prawdopodobieństwem zajścia zdarzenia jego możliwe zajście i operowanie na liczbach przy określaniu ryzyka i pewności. Odpowiedzialność i bezkompromisowa ostrożność, jako niemierzalna i w wielu przypadkach powstrzymująca nowe zastosowania okazuje si
bezużyteczna.

Rozwój probabilistyki, stosowanie matematycznych wskaźników i całych skomplikowanych modeli rozwiązań technicznych odsuwają ogół społeczeństwa od oceny prawdziwych niebezpieczeństw i stawiają na plan pierwszy rozwiązania techniczne z ich
beneficjentami. W ten sposób następuje degradacja myśli filozoficznej, która tak naprawdę powinna tkwić u podstaw wszelkiej działalności. W sposób szczególny w proces ten uwikłane są media, w tym również media państwowe. Niezależna, niczym nie skrępowana myśl, przestaje mieć uzasadnienie w utylitarnej rzeczywistości. Wynika to z trudności przełożenia
tej myśli na wytwórczość dnia codziennego i tym samym nikłe nią zainteresowanie. Dalszy rozwój, mimo to, zwiększa rangę takiej nauki i techniki oraz związanej z nią działalności gospodarczej.
Oczywiście nie wszyscy technicy i naukowcy byli, czy są niegodziwcami wyzbytymi uczuć, jednak w coraz większym stopniu człowiek ostrożny, uczciwy i świadomy odczuwa skutki oddziaływań machiny gospodarczej rozpędzanej przez bliżej nieznaną większość. W coraz większym też stopniu, można czuć się odartym z odpowiedzialności za rozwój. Przyczyn takiej sytuacji można również upatrywać w nieudolności i niskiej randze edukacji, która w środowiskach nastawionych na utylitarne wartości przyjmuje wyłącznie rolę służebną wobec podmiotów w gospodarce. Dotkliwie odczuwany jest brak takiej edukacji, która nie tylko mogłaby bronić największych i nieprzemijających wartości, ale też miałaby wystarczający prestiż, żeby te wartości krzewić nawet wbrew zgiełkowi fabryki. Napędzające się koło zamachowe postępu, reprezentowane przez różne, często niewłaściwie wydzielone nauki, jak również pojedyncze działania sprawcze zaczęły mnożyć w zastraszającym tempie sprzeczności, zagrożenia i dysfunkcję w otaczającej przyrodzie, klimacie i całej kulturze narodów. Rozwój techniczny dokonujący się w różnych kierunkach i z różnym nasileniem w zależności od warunków zewnętrznych, środowiskowych, ale również ustrojów społecznych i wyznawanych przez przywódców wartości, wytwarza liczne sprzeczności i napięcia. Do głównych jego kierunków dostosowują się całe społeczeństwa. Często jednak odbywa się to przy wykluczaniu jednostek. Pozornie może się wydawać, że społeczeństwa na takim rozwoju nie tracą, a nawet zyskują. Rzeczywistość jednak potwierdza, że tak nie jest. Stopień rozdarcia wewnętrznego pomiędzy autentycznymi pragnieniami i marzeniami
konkretnej osoby i jej faktycznymi działaniami jest ogromny. Można powiedzieć, ze za sprawą przewartościowania roli pieniądza często dochodzi do sytuacji, w której większość osób godzi się na to, żeby nie robić tego, co tak naprawdę każdy z osobna w swojej sytuacji powinien i mógłby robić, lecz robi to, co przynosi na tyle wysokie dochody, żeby móc swoje pragnienia, w jakiejś części tylko, pośrednio zrealizować. To rozczepienie sensu i celu pracy skutkuje dalszymi konsekwencjami, które człowiek odpowiedzialny powinien uwzględniać w swoich decyzjach. Innymi słowy, tylko najbardziej odważnych i zdeterminowanych stać na
to, aby robić to co uważają za słuszne, ponosząc tego pełni konsekwencję i tym samym stając się w pełni odpowiedzialnymi za podejmowane działania.

Dzisiejsza sytuacja, w jakiej się znajduje duża część świata, a wśród niej zarówno ludzie mieszkający w państwach określanych mianem mocarstw, jak również w słabo zaludnionych zakątkach globu, jest do bólu naznaczona wykluczeniem jednostek i tak zarysowanym postępem. Co gorsza, trudno spotkać człowieka, który zachowałby jeszcze w sobie wystarczającą siłę i niezłomność do podejmowania działań tworzenia kultury wolnej od hegemoni fałszywie rozumianego postępu. Warto przypomnieć, że tego typu mechanizmy występowały już wielokrotnie w przeszłości, z tą jednak różnicą, że współcześni ilościowo i jakościowo przekroczyli już poziom krytyczny zdarzeń i procesów wytwórczych, powodując tym samym zagrożenia w skali całego globu i ludzkości.
Dla przykładu w imperium rzymskim, akwedukty wykonywane były z ołowiu. Setki lat później prace badawcze innych kultur udowodniły, że szczątki kości na rzymskich cmentarzach zawierają duże ilości tej trucizny. Śmiertelność takiego postępowania odczuły
pojedyncze osoby i całe pokolenia Rzymian. Dziś oddziaływania zanieczyszczeń przy nieodpowiedzialnym prowadzeniu działań gospodarczych sięgają najcenniejszych i nieodnawialnych rezerwuarów życiodajnej wody, nie tej płynącej w akweduktach, lecz ukrytej w głębinach naszej planety, wody, która niszczona w wyniku skutków ubocznych działalności technicznej przestaje być dobrem przyszłości. Podobnie traktowane są też inne naturalne bogactwa.

Paradygmat

Czym jest paradygmat? W rozumieniu wprowadzonym przez filozofa Thomasa Kuhna paradygmat jest zbiorem pojęć i teorii tworzących podstawy danej nauki. Paradygmat można powiedzieć cechuje się spójnością logiczną i pojęciową, ale ogranicza się poprzez swoje odniesienia i źródła do jednej nauki, przez co można go zwięźle i prosto formułować.
Paradygmat daje możliwości tworzenia teorii szczegółowych zgodnych ze znanymi faktami. Może nie należy mówić o paradygmacie rozwoju, a prościej o rozwoju. Inaczej co robić by rozwój nie doprowadził do zagłady. Problem w tym, że sam rozwój jest naturalnie wpisany w historię ludzkości, natomiast rozwój naukowy i techniczny wraz z działalnością czerpiącą z niego jest bezpośrednio związany z paradygmatami naukowymi i ich wszechstronnym, w jakimś stopniu ukrytym, oddziaływaniem na środowisko naturalne i ludzi. Na początek zastanówmy się nad paradygmatem współczesnej energetyki.

Paradygmat współczesnej energetyki

we_dwoje_1_12180Zwykle nauka instytucjonalna w sytuacji kryzysowej próbuje udowodnić zdolność
rozwiązania wszelkich problemów. W jakimś stopniu udaję się to, choć stwierdzić należy, że
koszty takiego podejścia nie są do końca obliczalne, a prawdopodobieństwo wystąpienia w
przyszłości nowych konfliktów i zagrożeń jest duże. Wciąż jeszcze, choć z coraz mniejszym
sukcesem, naukowcy i technicy bazują z jednej strony na barbarzyńskich metodach rabowania
dóbr i tworzeniu rozwiązań technicznych za wszelką cenę, z drugiej zaś z efektu uśrednienia,
czy rozmycia w przestrzeni i czasie skutków swojej i społecznej działalności. Zresztą sama
natura, przeciwko której, nauka występuje, rozwiązuje w dużym stopniu najtrudniejsze
zadania. Przez fakt, że ten świat, zwany czasami globalną wioską, w przyjętym paradygmacie
rozwoju, zmierza raczej do globalnej fabryki, stwarza się zagrożenia przerastające w skutkach
wspomniane wcześniej możliwości regeneracyjne natury.
Polska należy do tych nielicznych krajów, które w rozwoju energetyki nie uwikłały się
w paradygmatyczny konflikt w ramach tej dziedziny techniki. Nie ma takiej dziedziny
techniki i dziedziny życia ludzkiego, w którym oprócz wiedzy, doświadczenia i umiejętności
można by poprzestać na krótkowzrocznym pojmowaniu odpowiedzialności, czyli mówiąc
inaczej, wykazywać brak odpowiedzialności i nie powodować złych skutków. Skala tych
skutków może być różna i rozciągnięta w czasie, co może być wykorzystywane w sposób
nieodpowiedzialny. Dlatego tak ważne jest rzetelne, całkowicie pozbawione zakłamania
przedstawianie wszelkich faktów i zamysłów w prowadzeniu prac naukowych i wdrażaniu ich
efektów. Społeczeństwo w Polsce nie uległo propagandzie, która miała przekonać do
konieczności budowy pierwszej elektrowni jądrowej w naszym kraju, w Żarnowcu[1]. Dzisiaj
jednak poddawane jest nowej próbie związanej z usilnym wprowadzaniem tego sektora
energetyki do naszego kraju. Odbywa się to już w zupełnie innych warunkach, w nowej
rzeczywistości, ale problemy podstawowe i zagrożenia wciąż jeszcze, mimo rozwoju nauki,
są podobne. Czy i tym razem jako naród zdołamy się zjednoczyć we właściwej, dobrej
decyzji?
Już od dłuższego czasu w Polsce próbuje się podnieść rangę energetyki bazującej na
źródłach energii odnawialnej. Jest to skomplikowany proces o wymiarze społecznym,
politycznym i gospodarczym, w którym swój udział mogą mieć wielcy inwestorzy i
pojedyncze osoby, niekoniecznie związane zawodowo z biznesem. Można powiedzieć, że od
dłuższego już czasu trwają zmagania w dziedzinie strategii rozwoju energetycznego. Zakłada
się, że bezpieczeństwo energetyczne kraju może być zapewnione przez jednoczesne działanie
tak różnych segmentów wytwarzania energii jakimi są tradycyjne technologie węglowe,
elektrociepłownie węglowe i na gaz ziemny, technologie odnawialne i innowacyjne – głównie
wykorzystujące odnawialne źródła energii oraz elektrownie jądrowe. Jednak fundamentalny
problem polega na tym, że w każdym z tych rozwiązań należałoby wykonać szczegółową
analizę uwzględniającą inne aspekty bezpieczeństwa, w tym przede wszystkim, aspekt
bezpieczeństwa ekologicznego. Tak jednak się nie dzieje. Bezpieczeństwo energetyczne
zostało w nienaturalny sposób oderwane od innych nie mniej ważnych aspektów
bezpieczeństwa. Nienaturalnym jest również fakt występowania konfliktu pomiędzy
bezpieczeństwem ekologicznym i energetycznym. Jest to konsekwencją zaistniałej
historycznie formy rozwoju nauki i techniki.
Przedstawiając teoretycznie uogólniony system elektroenergetyczny można podzielić
go na cztery segmenty wytwarzania energii, jednak w praktyce, z przyjęcia takiego modelu
wynika mnóstwo problemów technicznych, ekonomicznych, społecznych i ekologicznych[2].
Powstający konflikt jest wynikiem jednoczesnego tworzenia przeciwstawnych sobie i naturze
koncepcji. Niedostrzeganie tego konfliktu jest w pewnym stopniu wynikiem myślenia
systemowego, opartego w dużej mierze na idei wolnego rynku i gospodarki kapitałowej, w
której perspektywa skuteczności i zysku ekonomicznego jawi się, jako wystarczająca do
oceny celowości przedsięwzięcia1.
Przytoczone cztery segmenty bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju nie stanowią spójnej pojęciowo całości i nie dają możliwości uzyskiwania teorii szczegółowych zgodnych z faktami, zaś zostawiony przyszłym pokoleniom problem do rozwiązania nie przypomina sytuacji, w której doskonalony przyrząd może stanowić ratunek w zapobieganiu niebezpieczeństwu. Jest to, oczywisty wynik stosowania ideologii zezwalającej na podejmowanie działań, przy założonym procencie ryzyka, bez konieczności dysponowania środkami zaradczymi likwidującymi skutki wystąpienia tego ryzyka. Podstawowy więc problem, niedostatecznie dostrzegany i uwzględniany obecnie, bierze się właśnie z drastycznej różnicy perspektyw oglądu procesów wytwórczych poszczególnych segmentów i skutków wytwórczości w tych segmentach. Tak więc zamiast rzetelnej oceny skali zagrożeń próbuje się żonglować wygodnymi wskaźnikami przydatnymi w określonej sytuacji społeczno-politycznej i medialnej. Zamiast poszukiwań rozwiązań bezpiecznych manipuluje się informacją, dokonując tym samym operacji na świadomości odbioru rzeczywistości.
Takie traktowanie nauki pozbawione jest należytej troski o całkowite wykluczenie
ryzyka błędu. I tak w przypadku elektrowni jądrowych podkreśla się ich niską emisyjność
CO2, czyli jeden z wielu wskaźników częściowych efektywności ekologicznej. W skali
globalnej wskaźnik ten może być zbudowany na bazie relacji pomiędzy PKB (liczonym
według parytetu siły nabywczej), a emisją CO2. Jednocześnie zwolennicy elektrowni
jądrowych nie frapują się nadto jedynymi w swoim rodzaju niezniszczalnymi odpadami
poprodukcyjnymi, których stopień szkodliwości jest tak dalece wykraczający poza
możliwości znanych sposobów utylizacji, że jako hiperodpady zostają tylko „zaetykietowane”
i gdzieś zdeponowane. Wynik niemożności rozwiązania problemu zostaje przerzucony na
1 Warto przypomnieć, że paradygmat w rozumieniu wprowadzonym przez filozofa Thomasa Kuhna – to zbiór pojęć i teorii tworzących
podstawy danej nauki. Teorii i pojęć tworzących paradygmat raczej się nie kwestionuje, przynajmniej do czasu kiedy paradygmat jest
twórczy poznawczo – tzn. za jego pomocą można tworzyć teorie szczegółowe zgodne z danymi doświadczalnymi (historycznymi), którymi zajmuje się dana nauka. Według tego filozofa kryzysy w nauce są rozwiązywane na trzy sposoby: 1) nauka instytucjonalna może udowodnić zdolność do objęcia kryzysowego problemu i w tym przypadku wszystko wraca do „normalności”, 2) pojawia się nowy paradygmat, zaczyna się walka o uznanie jednego z nich, 3) problem pozostaje, jest zaetykietowany, natomiast postrzega się go jako wynik niemożności użycia niezbędnych przyrządów do rozwiązania, więc uczeni pozostawiają go przyszłym pokoleniom z ich bardziej rozwiniętymi (zaawansowanymi) przyborami.
—————————————————–
Przyszłe pokolenia, przy ślepym założeniu, że one zdążą i będą dysponować właściwą informacją i wiedzą, uzbrojoną w jeszcze bardziej zaawansowane technologie. To wszystko w oderwaniu od warunków społecznych i ekonomicznych przyszłych likwidatorów odpadów.
imgresPrzy takiej doktrynie nauki, główny hamulec energetyki jądrowej tkwi w społecznym odbiorze tego sektora i w braku przyzwolenia na tworzenie nowych składowisk odpadó promieniotwórczych. O ironio zgodę na takie składowiska można uzyskać zupełnie abstrahując od opisywanych problemów i sprowadzając całość zagadnienia do decyzji tak
zwanej większości.
Nasuwa się więc wniosek, że czwarty segment wytwórczości energii, stanowiony przez elektrownie jądrowe, nie jest przystający do pozostałych i rozbija całość wprowadzając dodatkowe ryzyka, wykraczające poza kompetencje i rozpatrywane horyzonty czasowe. Już
pomiędzy tradycyjnymi technologiami węglowymi, elektrociepłowniami węglowymi i na gaz ziemny, a technologiami odnawialnymi zachodzi drastyczna sprzeczność. Jednak w odniesieniu do surowca energetycznego, którym jest uran, sprzeczność ta wykracza poza
obecne możliwości nauki i rozpatrywane horyzonty gospodarki rynkowej. Czy więc odpady promieniotwórcze mogą być traktowane jako produkt zrównoważonego rozwoju?!

O odpowiedzialności

Zanim przystąpię do omawiania kolejnych spornych kwestii pomiędzy zwolennikami
i przeciwnikami energetyki jądrowej pragnę odwołać się do fundamentalnej życiowej
wartości, jaką jest odpowiedzialność i wynikająca z niej niezłomność postawy człowieka, we
wszelkich podejmowanych decyzjach, działaniach, w tym również w dziedzinie nauki,
ekonomii, techniki, polityki etc. Przez wiele lat w kształceniu na uczelniach technicznych nie
przywiązywano należytej wagi do odpowiedzialności człowieka za przyrodę. Skutków tego
doświadczamy obecnie. Ilość nabrzmiałych, nierozwiązanych problemów będących efektem
takiej działalności jest oszałamiająca. Oprócz skażenia powietrza, wody, gleby, oprócz
szybkiego wymierania wielu gatunków organizmów, szerzących się tak zwanych chorób
cywilizacyjnych, występują problemy w skali globalnej dotyczące zmian klimatycznych. Już
tylko w nielicznych krainach państw całego świata ludzie są w stanie czerpać z natury i być
dzięki temu wolnymi i szczęśliwymi. Cenne naturalne dobra przyrodnicze w wielu miejscach
zostały skażone.
Niektórzy sugerują, że istnieje rodzaj inteligencji, pozwalający na znalezienie
właściwego stosunku do otaczającego nas świata przyrody, jednak pewne osoby nie są tą
inteligencją obdarowane. Jest to myślenie, podług którego człowiek, jako istota rozumna, ale
też w jakimś stopniu niedoskonała, obdarzona różnymi inteligencjami, ma prawo do
stosowania ograniczeń i uproszczeń w myśleniu i czynieniu w celu osiągnięcia większej
skuteczności działań. Taka koncepcja stanowi próbę rozmycia odpowiedzialności
pojedynczego człowieka, a tym samym całego społeczeństwa. Prostota i odnoszenie się tylko
do najbliższej perspektywy czasowej i demokratyzacja działań prymitywizuje sposób
porozumiewania się i wysuwa na plan pierwszy dążność do zaspokajania najniższych
pobudek. Beztroska jest wygodna i wielu osobom odpowiada, ale ze względu na niską
odpowiedzialność, źle skutkuje. Czasem dzieje się tak, że szkodzi „tylko” jednostkom,
czasem pokoleniom. Bywa tak, że osoba podejmująca działanie godzi się z niszczącymi
skutkami własnej działalności. Tak nieszczęśliwie się składa, że sukces liczony wyłącznie w
kategoriach technicznych, czy ekonomicznych może być i często jest klęską w sferze dbałości
o dobra wspólne, w tym przyrodnicze. Dlatego w jakiejkolwiek dziedzinie życia i
działalności ludzkiej nie można abstrahować od odpowiedzialności, od jej rozumienia w
najszerszym i najgłębszym znaczeniu, a głos osób zaprzeczających temu, tak naprawdę nie
powinien być w ogóle brany pod uwagę, jeśli decyzja ma być w pełni odpowiedzialna.
—————————————————–
W takim razie, oprócz samej tylko dotychczasowej nauki, należy odnieść się do
filozofii-nauki, poszukiwania mądrości, a nade wszystko do prawdy, wynikającej z głębi
wiary i odpowiedzialności przed samym Bogiem, który gospodarowanie na tym świecie
ludziom powierzył. Tylko w takiej perspektywie jesteśmy w stanie wypracować dobre
rozwiązanie naukowe, techniczne i właściwie gospodarować. To wszystko dotyczy również
energetyki, z całą jej złożonością i dramatycznymi podziałami na zwolenników i
przeciwników budowania elektrowni jądrowych.
Żadna osoba, a w szczególności pełniąca rolę kierowniczą, nie może być zwolniona od
obowiązku podejmowania trudu pełnej odpowiedzialności, nie może zastępować
odpowiedzialności jej demokratycznym substytutem. Znam uczniów, którzy tak dalece
zaniedbują wiedzę o ożywionej naturze świata, ukierunkowując swoje zainteresowania
wyłącznie w stronę komputerów i ich wirtualnego środowiska, że wszystkie inne sprawy
nieprzekładalne na ich dziedzinę zainteresowań, wydają im się zupełnie nieprzydatne i
bezwartościowe. Jedno niesforne dziecko może nie jest jeszcze zagrożeniem dla
społeczeństwa, ale na pewno stanowi poważny problem dla rodziców. Jednak wiele takich
osób, wprowadzających nowe wzory zachowań, a co za tym też idzie, skutki tych zachowań,
staje się już realnym i silnym zagrożeniem dla całego ekosystemu oraz społeczeństwa i tak
naprawdę nie ważny jest stopień uświadomienia sobie przez te osoby własnego poziomu
ignorancji, ważne jest, by nie dopuszczać ich do celowego, albo bezmyślnego niszczenia
życia.
Co czyni człowieka odpowiedzialnym? Jakie kształcenie należy przechodzić i jakie
wymagania spełniać, by móc być w pełni odpowiedzialnym gospodarzem tej Ziemi. Śmiem
twierdzić, że te pytania we współczesnym świecie nie absorbują w wystarczającym stopniu
nawet tak zwanych elit, odpowiadających za rozwój różnych dziedzin wytwórczości i
skutków z tym związanych. Czy godzi się świadomie ograniczać odpowiedzialność aprobując
ryzyko i wymykające się z pod wspólnych możliwości oddziaływań jego skutki. Co sprawia,
że odpowiedzialność została zmarginalizowana do substytutu nie wykraczającego poza
codzienność najprostszych operacji, bez odniesienia do odległej perspektywy i ideałów
ponadczasowych. Czy ktokolwiek odpowiedzialny może przystać na takie sprawowanie
władzy, wykonywanie pracy, kształcenie i proste codzienne czynności?
Największa i najcenniejsza jest odpowiedzialność ponoszona przed samym Bogiem, w
pełni braterstwa do ludzi. Jednak w stechnicyzowanym i zeświecczałym społeczeństwie,
taka odpowiedzialność sama z siebie nie występuje. Od takiego jej rozumienia nauka i
technika uciekła z całym swoim przyspieszeniem i efektywnością gospodarczą. To
znamienne, że współczesny świat, w tak wielkim stopniu został przeobrażony w gigantyczną
fabrykę, w której ludzie już sami coraz częściej przypisują sobie rolę najemnych robotników.
Odpowiedzialność versus współczesna energetyka jądrowa
Od kilku lat w Polsce widoczne są usilne starania pewnych osób i środowisk, mające
zapewnić akceptacje społeczną niezbędną do rozwoju sektora energetyki jądrowej. Media
wykorzystywane są w sposób podporządkowany interesom gospodarczym. Niestety takiemu
stanowi rzeczy przyzwolenie daje ta część społeczeństwa, która nie chce bądź nie potrafi
zaangażować się w rozstrzyganie prawdziwości argumentów przeciwników i zwolenników
energetyki jądrowej. Radykalna dezinformacja, zwiększa prawdopodobieństwo
przeforsowania zamierzonych rozwiązań. Nawet w sytuacji konieczności stosowania
referendum dezinformacja może działać na korzyść strony, która dezinformuje. Ukazują się
więc liczne wypowiedzi i publikacje lansujące w sposób nieodpowiedzialny stanowisko
popierające budowę elektrowni jądrowej w Polsce. Do akcji wkraczają politycy, biznes i
media. Niestety, tak bardzo trudno usłyszeć rzetelną, głęboko przemyślaną i wyartykułowaną
z największą odpowiedzialnością wypowiedź. Potocznie rozumiany interes medialny sprzyja
takim postawom. W efekcie pojawia się wiele wypowiedzi marginalizujących sprawy
zagrożeń. Przykładem może być artykuł – Atom w rękach mediów – zamieszczony w
ogólnopolskim tygodniku katolickim Gość Niedzielny z 3 kwietnia 2011 roku, jak również
opracowanie – Sąd nad energią jądrową: współczesny proces czarownic wydane przy pomocy
Polskiego Towarzystwa Nukleonicznego. Drugą publikację można było otrzymać na
Seminarium – Energetyka Jądrowa w Polsce, które odbyło się 16 marca 2011 roku w
Gmachu Głównym Politechniki Warszawskiej. W publikacjach tych, zresztą jak w wielu
innych próbuje się wykazać oczywistość i niepodważalność, wręcz konieczność rozwoju
techniki i energetyki jądrowej. Ludzi nie podważających celowości produkowania odpadów
promieniotwórczych charakteryzuje specyficzna retoryka, zasadzająca się na potrzebie i
konieczności rozwoju, traktowanego w kategoriach nieuchronnego wyzwania naukowego.
Przy takim podejściu do tego zagadnienia nieuchronny również staje się konflikt z
przeciwnikami energetyki jądrowej.
Do odpadów produkcyjnych, tych mniej niebezpiecznych, tak dalece przyzwyczajono
się, że wyzwanie czystej technologii jest jeszcze wciąż poza zakresem zdolności postrzegania
i co gorsza poza zakresem realnie stawianych celów. Przy aktualnym zalewie śmieci
wszelakiego rodzaju, nawet myślenie małych dzieci nie jest wolne od konieczności otaczania
się nimi. Zatem odpad promieniotwórczy jest tylko odpadem, może bardziej groźnym niż
odpady niebezpieczne, choć i z tymi niebezpiecznymi, jako społeczeństwo oswoiliśmy się
zanadto. Zresztą naukowcy – te dorosłe już dzieci – z dyplomami wyższych uczelni – żeby
zrobić karierę pracują i zapewniają wciąż o swoich nowych rezultatach pracy. Zaś politycy
dla zachowania swoich przywódczych pozycji dążą do utrzymania gospodarczych
wskaźników rozwoju na jak najwyższym poziomie. Katastrofa w Czarnobylu, Fukushimie i
kilka innych mniej drastycznych awarii elektrowni jądrowych to przecież „niewiele” w skali
całego globu. Retoryka kompromisu, złotego środka i szukania mniejszego zła w połączeniu z
demagogią i manipulacją, dla której najprymitywniej pojmowana demokracja stanowi
gwarancje ustrojowe skłania do wdrażania kolejnych etapów nowoczesności. Ugruntowana już filozofia skuteczności, czyli tym samym brak prawdziwej filozofii, skutkuje prymatem obowiązującego paradygmatu rozwoju.
imgresOsobiście przeciwstawiam się poglądom o nieuniknionej konieczności rozwoju
energetyki jądrowej w naszym kraju oraz podejmowaniu jakichkolwiek działań
gospodarczych będących wynikiem wyłącznej gry interesów określonych środowisk, a co za
tym idzie kultywowania, jako nadrzędnych, wartości materialnych. Przyjmowanie założenia,
że celem jest utrzymanie wzrostu gospodarczego spycha poza margines działalność związaną
z racjonalizacją i oszczędzaniem surowców i pozyskiwanej z nich energii. Mimo pewnych
sukcesów wdrażania idei zrównoważonego rozwoju obecnie widać już wyraźnie, że szukanie
kompromisu pomiędzy przeciwnikami i zwolennikami energetyki jądrowej nie zagwarantuje
bezpieczeństwa ludzkości i nie rozwiązuje narastającego problemu dewastacji największych
dóbr przyrody i braku poszanowania najsłabszych.
Rozwój nie może odbywać się za wszelką cenę, nie można traktować
odpowiedzialności za rozwój, jako sprawy drugorzędnej. Prawdziwa odpowiedzialność nie
zezwala też na podtrzymywanie iluzji rozwoju zrównoważonego w dramatycznym w
konsekwencjach tego rozwoju wieku XXI. Tylko w pełni odpowiedzialne gospodarowanie,
nie odrzucające największych wyzwań względem otoczenia i przyszłości, głęboko
zakorzenione w wartościach może stanowić właściwą drogę rozwoju naukowego i
technicznego. Niespójność aksjologiczna zbudowanego współcześnie ładu społecznopolitycznego
i gospodarczego umożliwia dalszy rozwój opisanych wcześniej zagrożeń, przy
jednoczesnym umniejszaniu roli i odpowiedzialności pojedynczego człowieka. Jest to więc
propozycja wzrostu gospodarczego stojąca w sprzeczności ze wzrostem świadomości i
poczuciem godności jednostki.
—————————————————–
Co więc należy robić?
Należy przede wszystkim racjonalizować zużycie energii we wszelkich jej formach. Energię należy używać oszczędnie i rozwijać działania, które spowodują zwiększenie tych oszczędności. Powinno temu służyć wprowadzanie innowacyjności w skali lokalnej i
globalnej. Wymaga to jednak bardziej pokornej postawy, otwarcia się na potrzeby ogółu i budowania pewnej specyficznej wrażliwości, nie tylko wrażliwości przyrodniczej, której tak bardzo mało doświadczamy, ale przede wszystkim wrażliwości wywodzącej się z pełni osoby ludzkiej i jej godności. W duchu takiej wrażliwości należałoby spojrzeć na potrzeby innych ludzi i społeczeństw, zamiast dążyć do usilnego i za wszelką cenę zwiększanego popytu na dobra konsumpcyjne. Jest takie powiedzenie, że najczystsza energia to ta, która nie została niepotrzebnie wyprodukowana. Nie chodzi tylko o wyłączanie niepotrzebnie świecących żarówek, te najprościej dostrzec. Chodzi o odpowiedzialność za użytkowanie wszelkich urządzeń i maszyn elektrycznych[3]. Samo tylko zwrócenie uwagi na te aspekty w placówkach oświatowych, szkołach i obiektach użyteczności publicznej może nie tylko  przynieść ogromne ilości negawatów2, czyli zaoszczędzonych jednostek mocy, ale również wyraźnie poprawić kulturę, środowisko i bezpieczeństwo pracy. Oprócz oszczędneg używania i racjonalizacji gospodarowania należy zadbać o lepsze wykorzystanie źródeł energii odnawialnej. Wyznacznikiem rozwoju techniki powinna być umiejętność pozyskiwania energii czystej, nie niosącej skażeń i zagrożeń, oraz wykorzystanie efektu synergii, dzięki wprowadzaniu innowacyjności w pozostałych sektorach gospodarki. Państwowe szkoły powinny edukować społeczeństwo w trosce o wykształcenie odpowiedzialności w głębokim tego słowa znaczeniu, zaś politykę energetyczną należałoby ukierunkować na wypracowanie mechanizmów ekonomicznych sprzyjających poszanowaniu energii. Nie zapewni tego idea zrównoważonego rozwoju, przy dotychczasowym często rozłącznym traktowaniu nauki, techniki, biznesu i polityki. Tylko zmiana paradygmatu rozwoju może zahamować narastające zagrożenie zagładą.

Nie można już dłużej obciążać kosztami zwiększania zapotrzebowania energetycznego narodów i społeczeństw pozostawiając w niedowładzie albo w całkowitym zaniku mechanizmy oszczędnościowe. Obecnie duża ilość energii zużywana jest na realizowanie
zadań marketingowych podmiotów gospodarczych dysponujących nadwyżkami zysku, którym jest całkiem nieznany lub obcy etos solidaryzmu społecznego. Takie dysponowanie nośnikami energii jest nieodpowiedzialne i niemoralne. Nie da się tego stanu zmienić wyłącznie w ramach schematów ukształtowanych wolnorynkowo. Nawet ideazrównoważonego rozwoju przebijająca się w  mentalności polityków i całych społeczeństw już niemal 30 lat nie wydaje się być dość dojrzała i wystarczająco radykalna w celu odwrócenia destrukcyjnych procesów niszczących Ziemię. Nie można już dłużej traktować osób i całych środowisk, zatroskanych przyszłością ziemi na której gospodarujemy w sposób niepoważny i niekompetentny, a współpraca ze stowarzyszeniami i twórcami innowacyjnych pomysłów, powinna stanowić naturalny komponent nowoczesnych rozwiązań. Przed ludźmi poszukującymi niezłomności i prawdy, nie ukrywającymi zagrożeń i słabości współczesnej nauki, techniki i wszelkich nowoczesnych form gospodarowania, stoi zatem wyzwanie przekraczania lub zmiany, wydawać by się mogło obowiązujących
bezwzględnie paradygmatów.

A. Kretek

2 Pojęcie zaczerpnięte z Konwersatorium Inteligentna energetyka – Politechnika Śląska w
Gliwicach – 2010 r.
—————————————————–
Zagłada albo zmiana paradygmatu rozwoju
Bibliografia:
[1] Bogdan Wachowicz, Nie dla elektrowni jądrowych w Polsce,
http://pke.seoreklama.pl/, Biuletyn Ekologiczny PKE OG, 2010r
[2] Bogdan Wachowicz, Józef Chmiel, Energetyka, a bezpieczeństwo ekologiczne kraju.
2010r, http://pke.seoreklama.pl/,http://www.klaster3x20.pl/aktualnosci/
[3] Bogdan Wachowicz, Józef Chmiel, Inteligentny Konsument – Wyzwaniem XXI
wieku, http://pke.seoreklama.pl/,http://www.klaster3x20.pl/aktualnosci/

You may also like...

1 Response

  1. praca dla kierowcy pisze:

    dzień dobry,strona mi się spodobała więc się dopisuję, pozdrawiam i zapraszam na moją stronę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *